Menu

4 rady, jak się zmotywować do nauki

Jak się zmotywować do nauki?

W zeszłych tygodniach opowiadałam Wam o tym, jak i dlaczego nasz mózg zapamiętuje oraz o metodach efektywnej nauki. Prawda jest jednak taka, że nic nam po takiej wiedzy, jeśli nie wcielimy jej życie. Dzisiejszy post będzie zatem zbiorem kilku sprawdzonych przeze mnie sposobów na to, jak się zmotywować do nauki.

1. Poszukaj dobrego powodu

Przypomnij sobie, kilka momentów, kiedy czułeś się pozytywnie zmotywowany. Co przez to rozumiesz i jak to wspominasz? Czy napędzająca motywacja wynikała z tego, że ktoś Ci coś kazał zrobić? Czy może czułeś napęd, bo lubiłeś to robić i nie mogłeś doczekać się efektu końcowego?

Mogę się założyć, że bardziej i pozytywniej motywują Cię sytuacje, kiedy dana rzecz jest dla Ciebie ważna i wartościowa. Aż chce się działać, prawda? To jest fundament.

Zatem pierwsza najważniejsza metoda na motywację to… zrozumienie, dlaczego ta rzecz, której chcesz się uczyć, jest dla Ciebie ważna. Być może będzie to oczywiste – jest to na pewno łatwiejsza sytuacja. Czasem jednak będziesz musiał trochę poszperać. Przykład? Robię doktorat z neurobiologii, ale jednym przedmiotów spośród egzaminów doktorskich, które muszę zdać, jest ekonomia. Miałam dwa wyjścia.

Albo przyjąć narrację pt. „Po co mi ekonomia, jeśli jestem neurobiologiem? Kto układał program tych studiów doktoranckich? Tylko zmarnuję czas i i tak nic z tego nie zapamiętam”. Albo przyjąć narrację pt. „W porządku, skoro i tak muszę zdać ten egzamin, to spróbuję zdobyć tę wiedzę na dłużej. W końcu wiedza o tym, jak ekonomia kształtowała się przez dziesiątki i setki lat, przyda mi się i w dzisiejszych czasach. Być może znajomość pewnych mechanizmów finansowych, rynkowych i ogólnie ekonomicznych, pomoże mi być bardziej świadomym konsumentem i moja opiniotwórczość będzie bardziej uzasadniona”.

Zatem tak, miałam dwa wyjścia i bardzo się cieszę, że wybrałam to drugie. Dlaczego? Ano dlatego, że egzamin z ekonomii mam za tydzień, a wiedzę już przyswajam od wielu dni i nie dość, że czuję się mniej zestresowana egzaminem, to jeszcze dzięki wielokrotnemu powtarzaniu informacji, już widzę, że ta wiedza będzie stabilna. Przynajmniej bardziej stabilna niżbym zostawiła wszystko na ostatnią chwilę.

2. Rozdziel naukę na małe części

Protip numer absolutnie jeden to dzielenie nauki na małe części. Tak, tak, nie bez powodu tyle się mówi o tych baby steps. Jeśli jesteś z tych wiecznie stresujących się, to to zdejmie ciężar z Twoich ramion. No chyba, że egzamin masz jutro. To przykro mi, ale nie ma co dzielić.

Jak dzielić naukę? Spójrz na cały zakres tematyczny, który musisz ogarnąć i podlicz, ile rozsądnie małych podtematów jest w sumie. Podlicz, ile dni zostało Ci do egzaminu i podziel liczbę tematów przez dni. I teraz jak masz 90 tematów, które mogą wyglądać odrzucająco, to jak zabierzesz się za naukę miesiąc przed, to wystarczy, że usiądziesz i zrobisz 3 dziennie. 3 brzmią niewinnie 🙂

Jakie pułapki czyhają w tej metodzie?

Niewinne przesuwanie – 3 tematy dziennie mogą brzmieć aż tak niewinnie, że skusi Cię, żeby ominąć jakiś dzień. Jeden, drugi, trzeci, aż w końcu zostaje Ci tydzień i musisz się namęczyć, żeby nadrobić straty.

Dziury w planie – jeśli nie weźmiesz ich pod uwagę, to możesz mieć problem. Ja na przykład biorąc się za naukę do ekonomii ponad miesiąc przed, rozplanowałam ją sobie na 2 tygodnie (tak, bufor braku zaufania obliczyłam na pozostałe 14 dni). Dlaczego? Dlatego, że wiem, że mam problem z prokrastynacją, jestem w pełni świadoma i wliczam to wszystko do ryzyka. W najgorszym wypadku spełnisz swój mało ambitny plan, a w najlepszym będziesz do przodu z materiałem i zostanie Ci mnóstwo czasu na powtórki.

Brak powtarzania – jeśli obliczysz sobie taki plan, w którym faktycznie przerobisz cały materiał, ale nie wkalkulujesz czasu na powtórki, to jest duża szansa, że niewiele zapamiętasz. Lepiej mniej czasu wkuwać, a więcej powtarzać.

3. Wpisz czas na naukę do kalendarza

Jeśli bez problemu znajdujesz czas na naukę, to omiń ten punkt. Jeśli jednak tak jak ja, zauważasz, że najpierw robisz reorganizację szafy, myjesz okna, pucujesz łazienkę na błysk i układasz swoje książki kolorami grzbietów, to… czytaj do końca 😉

No tak to już jest, że najbardziej wysprzątane otoczenie mam w momentach, gdy powinnam zająć się wyższymi priorytetami. Prokrastynacja dotyka bardzo wielu z nas i z książki „Inaczej” Radka Kotarskiego pamiętam, że opisywał on dwa typy prokrastynatorów.

  1. Tacy, którzy zwlekają i są tym faktem bardzo zestresowani.
  2. Tacy, którzy zwlekają i mają to gdzieś.

Summa summarum, każda z tych grup odkłada obowiązki na ostatnią chwilę, ale jedna grupa z tego powodu cierpi, a druga nie. Ja jestem z tych cierpiących i muszę temu aktywnie przeciwdziałać. Wiadomo, w niektórych sferach idzie lepiej, w niektórych gorzej. Ale to, co mi BARDZO pomaga, to znalezienie i zarezerwowanie czasu na dany obowiązek.

Do kalendarza wpisuje się najczęściej obowiązki zewnętrzne, nienegocjowalne. Takie jak konkretne godziny zajęć na studiach czy godziny pracy, spotkania i wizyty lekarskie. Skutkiem jest to, że jeśli mam wizytę u stomatologa na 15.00, to nie odwlekam jej do 20.00 z tego powodu, że muszę jeszcze przesadzić kwiatki na balkonie, prawda? No nie robię tak z prostej przyczyny. Jeśli bym to zrobiła, to nadal będzie bolał mnie ząb, bo dentysta na mnie nie poczeka. Umówiłam się z nim na 15.00, więc muszę przyjść na 15.00. Polecam Ci umówić się samemu ze sobą na naukę. I tyle.

U mnie działa (że tak powiem po programistycznemu), choć nie idealnie. Wiadomo, ŻYCIE czasem gdzieś wejdzie z butami w nasze życie i plan się rozkleja. Natomiast to, co jest dla mnie jasne to to, że gdybym takiego planu nie zrobiła w ogóle, to nauczyłabym się dużo mniej.

4. Ogranicz rozproszenia

Kolejny protip na wagę złota. Czemu jestem tak pewna, że masz problem z ciągłym rozpraszaniem się? Bo 1. jesteś człowiekiem, 2. korzystasz z internetu, 3. żyjesz w XXI wieku.

Reklamodawcom nie zależy na tym, żebyśmy znaleźli idealny produkt, którego tak bardzo szukamy. Reklamodawcom zależy, żeby wzbudzić w nas potrzebę posiadania produktu, który nam oferują.

Twórcom mediów społecznościowych nie zależy na tym, żeby dać nam platformę do budowania przyjaźni i komunikacji. Twórcom mediów społecznościowych zależy, żebyśmy jak najczęściej wchodzili na ich stronę czy do ich aplikacji. Czemu? Bo im częściej wchodzimy, tym więcej reklam widzimy i tym większe prawdopodobieństwo, że im ulegniemy i platforma zarobi.

Z każdym charakterystycznym dźwiękiem powiadomienia musimy od razu sprawdzić, co za nim stoi. Już sam sygnał powoduje w nas wyrzut dopaminy, bo tak zostaliśmy uwarunkowani. Jak te psy Pawłowa, które po dźwięku się śliniły, gdyż nauczyły się, że po nim zawsze dostają jedzenie. Tak i my zostaliśmy wytresowani, że po każdym takim powiadomieniu dostajemy… No właśnie. Wiesz, czemu te powiadomienia tak uzależniają? Bo każdy lajk czy wiadomość można uprościć do poczucia przynależności i akceptacji przez społeczeństwo. A te są baaardzo cenną walutą w świetle ewolucji. I dlatego właśnie jest nam tak dobrze, gdy takie „dowody bycia lubianymi” otrzymujemy. A powiadomienie jest obietnicą takiego dowodu.

Ach, te reklamy

Ostatnio miałam ciąg przemyśleń dotyczący tego, że moje pokolenie od kilku lat mocno stroniło od telewizji. Między innymi dlatego, że tam w kółko leciały reklamy! I co się stało kilka lat później? W internecie na okrągło otaczają nas komunikaty reklamowe. WSZĘDZIE. Tylko są jeszcze groźniejsze. Czemu? Ano dlatego, że randomowa reklama na hemoroidy lecąca przed serialem w TV mnie nie skusi, a już jakiś przepiękny, wyjątkowy, rękodzielniczy garnuszek (OSTATNIE 3 SZTUKI!) może być dla mojego portfela groźny. Nie mówiąc o piątej parze butów, które tylko wyglądają na wygodne i i tak je odeślę.

No więc, do meritum – ogranicz rozproszenia. Jeśli masz silną wolę, to umów się ze sobą, że w tych i w tych godzinach telefon ustawiasz na tryb samolotowy i nie ma opcji, żebyś sprawdził cokolwiek. Jeśli w tym czasie przyjdzie Ci do głowy sprawdzenie czegoś w internecie (co nie jest częścią procesu naukowego), to zapisz sobie na kartce, żeby nie zapomnieć, ale powstrzymaj się od natychmiastowego zaspokojenia potrzeby dowiedzenia się.

Okej, to teraz wersja dla bardziej opornych…

Co jeśli silna wola nie działa? (High five)

Przez ostatnie tygodnie używam aplikacji, która czasowo blokuje dostęp do wybranych programów i stron. Nie mam niestety żadnej umowy partnerskiej, więc deszczu pieniędzy nie będzie, ale szczerze ją polecam, więc podam nazwę. Jest to po prostu AppBlock.

Możemy ustawić osobny filtr dla każdej z kuszących nas aplikacji, ale możemy też robić filtry zbiorowe. Mnie na przykład przeszkadzało to, że wieczorem automatycznie, bez jakiegoś większego celu korzystałam z Instagrama i od rana też była to jedna z pierwszych rzeczy, na które patrzyłam. Natomiast dzięki takiemu filtrowi, uniemożliwiam sobie kontynuację tych złych nawyków.

I być może teraz bym oglądała właśnie jakiś filmik na YT, ale jako że nie mogę, to piszę tego posta 😉 Produktywność nie tylko wobec rzeczy, które muszę, ale też wobec tych, które chcę robić, drastycznie wzrosła.

I też dzięki temu, że od rana nie nasycam się informacjami z zewnątrz (np. YT czy IG), czuję w sobie dużo więcej kreatywności i widzę miejsce na swój własny głos i swoje przemyślenia.

Oprócz blokowania w danych godzinach dnia, w aplikacji można też zablokować dostęp po jakimś okresie używania. Czyli możemy nie tylko ustalić, że po 23.00 dane apki nie działają, ale też że np. w ciągu dnia możemy z nich korzystać maksymalnie godzinę.

Podsumowanie: jak się zmotywować do nauki?

No dobra, to rozpisałam się z moimi przemyśleniami jak niemal nigdy, ale mam nadzieję, że docenisz takie bardziej personalne podejście. W internecie dużo jest porad na temat tego, jak się motywować i jak się uczyć, dlatego zależało mi, żeby przedstawić tu jak najbardziej moje zdanie.

No więc jak się zmotywować do nauki? Znajdź istotny dla CIEBIE powód do nauki, pokrój ją na kawałki, które zdołasz przełknąć, zabookuj na nią czas i ogranicz rozproszenia. Nic tylko się uczyć. Daj znać, czy Ci to pomogło. Możesz napisać w komentarzu, ale możesz też wysłać maila na adres agata@neuronaukowiec.com .

2 komentarze

  • Ewelina Toruńczak-Pawlowicz
    2021-05-26 at 13:20

    Okazuje się, że moje własne doświadczenia i przemyślenia w tym temacie są zgodne z Pani przemyśleniami – bardzo krzepiące! 🙂
    swoją drogą bardzo ciekawe teksty, napisane bardzo przystępnie, szybko i z zaciekawieniem się czyta!

    Reply
    • Agata
      2021-05-26 at 15:25

      Fajnie, bardzo dziękuję 🙂

      Reply

Leave a Reply

%d bloggers like this: