Menu

Jestem za wolnością

To jest niedorzeczne, że czuję się, jakbym robiła coming out. Prawda jest taka, że teraz osoby, które nie płyną z głównym medialnym nurtem, boją się cokolwiek powiedzieć, bo są spychane na margines. Nie powinniśmy godzić się z takim ostracyzmem społecznym.

Kiedy zaczął się korona-szczepionkowy boom i „wszyscy” chcieli być zaszczepieni, ja nie powiedziałam, że nigdy w życiu się nie zaszczepię. Ja powiedziałam, że poczekam i zobaczę. Na co? Na to, jak ludzki organizm reaguje na te szczepionki – nie tylko po kilku dniach, tygodniach czy miesiącach, ale po dłuższym czasie. Istniały przecież szczepionki, które były długo naukowo testowane, wprowadzane na rynek i po latach wycofywane przez to, że okazywało się, że miały poważne skutki uboczne, których nikt nie przewidział.

Te szczepienia nie działają jak zewnętrzna tarcza, od której wirusy się odbijają. Wielu ludzi używa argumentu „jeśli nie chcesz się zaszczepić dla siebie, to chociaż powinieneś to zrobić, żeby nie zarażać innych ludzi”. Świat byłby piękny, gdyby tak to działało. To nie tak, że gdy jesteśmy zaszczepieni, to chodzimy w bezpiecznej bańce. Wirus i tak wnika do naszego organizmu z zadaniem wywołania infekcji i rozprzestrzenienia się dalej. Szczepionka przeciw SARS-CoV-2 może pomóc nam wywołać skuteczniejszą reakcję odpornościową, ale to nie znaczy, że ten wirus do naszego organizmu nie dotrze, ani że nie przekażemy go dalej. Ba, nawet nie znaczy, że nie zachorujemy.

Kolejna ważna rzecz jest taka, że wirusy RNA, przez to, że nie mają takich mechanizmów naprawy błędów genetycznych jak wirusy DNA, mają wyższą skłonność do mutowania. W związku z czym tworzenie szczepionek przeciw wirusom, które co i rusz ukazują nowe warianty, może się okazać nieco syzyfową pracą. Przynajmniej przez pierwsze lata. Być może za jakiś dłuższy czas uda się rozszyfrować działanie i specyfikę tego koronawirusa na tyle, żeby z pewnością stwierdzić, że szczepionka będzie skuteczna przeciw wszystkim nadchodzącym wariantom. Warto jednak nie zapominać o tym, że, pomimo tego, że wirusy nie są istotami i świadomości nie mają, posiadają pewną ubogą wersję instynktu – ich celem jest się rozprzestrzeniać. Zatem istnieje spore prawdopodobieństwo, że zawsze będą powstawać nowe mutacje, które będą uodparniać się na dostępne szczepienia. Między innymi przez to już jakiś czas temu zauważono (załączam artykuł w Nature), że dążenie do „odporności stadnej” jest bardzo mało prawdopodobne i nie ma za wiele sensu. Polecam też zerknąć na to, co się dzieje w Izraelu pomimo „osiągnięcia progu odporności stadnej”.

Źródło: Worldometers na dzień dzisiejszy

Nie chciałabym być klasyfikowana jako osoba antyszczepionkowa, bo taką nie jestem. Uważam, że szczepionki, które od dawna są na rynku i mają nas chronić przed bardzo dobrze poznanymi patogenami (szczególnie tymi, które słabo mutują) są jak najbardziej okej. Uważam też, że wszyscy, a szczególnie osoby, które są w grupie ryzyka – osoby starsze, osoby schorowane, które nie mają przeciwwskazań do przyjęcia tych szczepionek, jeśli mają choćby najmniejszą chęć się zaszczepić, to zdecydowanie powinny mieć taką możliwość. Jednak ja, w pełnej świadomości, że ponoszę konsekwencje SWOICH wyborów, nie chcę podejmować decyzji opartych na skrawkach informacji. Chciałabym mieć pełniejszy obraz i niezbyt rozumiem, czemu to komukolwiek przeszkadza.

Wielu ludzi już tak mocno utożsamia się z tym, że są zaszczepieni, że fakt, że ktoś może nie być, traktują jak ugodzenie w ego. Ja nie mam żadnego problemu z tym, że ktoś jest lub nie jest zaszczepiony i uważam, że to jest absolutnie indywidualna decyzja, która powinna być podjęta na podstawie własnego rozeznania plusów i minusów. Jeśli dla jednej osoby przeważają plusy to super. Jeśli minusy – też super. You do you. Każdy będzie ponosił swoje konsekwencje. Tu komuś może pojawić się w głowie argument „Ale jak większość społeczeństwa będzie zaszczepiona, to wirus sobie pójdzie i już będzie normalnie”. No nie pójdzie, to nie jest wirus odry, który przy 95% wyszczepienia społeczeństwa zostawi nas w spokoju. Tak jak pisałam wcześniej, odporność stadna w kontekście nowego koronawirusa jest nierealna. W każdej chwili może przyjść nowy wariant, który te szczepienia będzie miał gdzieś. Naprawdę, dogłębnie nie rozumiem, czemu tak duży odsetek społeczeństwa zachowuje się, jakby już dużo było wiadomo. BARDZO dużo nie wiadomo. Wszyscy działamy zgadując i mając nadzieję, że nasze wybory będą optymalne. Ale fakt, że boimy się, że mogą nie być, nie powinien skłaniać nas do atakowania tych, którzy podejmują odmienną decyzję.

Zachęcam wszystkich do włączenia zdrowego rozsądku. Do hodowania otwartości na innych. Do zaprzestania klasyfikacji ludzi na „proszczepionkowców” i „antyszczepionkowców”. Nie wszystko jest czarno-białe. Bądźmy po prostu pro wolności. I, przede wszystkim, patrzmy przychylniejszym okiem na innych wokół. Jeśli kogoś bodzie w ego to, że można nie szufladkować ludzi na „dobrych” i „złych” i/lub przez moją konstruktywną opinię ma choćby najmniejszą chęć przestać obserwować mój profil, to proszę, niech tak uczyni! I nawet jeśli zostanie tu garstka ludzi, którzy szerzej patrzą na świat, to wolę tę garstkę niż tysiące ludzi, z którymi i tak bym się nie dogadała.

Pamiętajmy też, że w zamkniętych pomieszczeniach dużą ochronę przed wirusami stanowią szczelne i odpowiednio skonstruowane maski – naprawdę wystarczy zrobić krótki research i znaleźć takie, które będą nas najbardziej chronić. Różne typy masek prezentują różne rodzaje szczelności, więc argument, że „maski nie działają” jest niezgodny z prawdą. Dobre maski działają i mają to potwierdzone w testach laboratoryjnych. I podobno można znaleźć i takie, w których da się oddychać 🙂 Nie możemy jednak zapominać, jak ważny dla zdrowia psychicznego jest kontakt z naturą, więc chodźmy często do lasu, na łąkę, do parku. I oddychajmy bez maski.

Znam osoby, które zaszczepiły się dlatego, że dostały ultimatum w pracy. Znam osoby, które się zaszczepiły, bo chciały móc normalnie pójść do restauracji z dziećmi. Znam osoby, które się zaszczepiły, bo miały dość ciągłego szydzenia przez znajomych. Przeczytajcie te zdania jeszcze raz. W jakim świecie my żyjemy? Moim zdaniem (i chyba to powinna być uniwersalna opinia) jest to niedopuszczalne. Nie możemy żyć w strachu!

Uważam, że podział ludzi na „szczepionych” i „nie” jest nielogiczny (bo osoby szczepione również chorują), a na dodatek wprowadza tragiczne podziały społeczne. Podziały te, nieważne czy ze względu na kolor skóry, orientację, poczucie płci, wyznawaną religię, czy wybory co do WŁASNEGO zdrowia nie powinny być przez nikogo akceptowane. (Przypominam, odporność stadna przestała być argumentem.) Nagle przychodzi nowy wróg – pandemia – i wszyscy się zachowują tak, jakby akurat ta segregacja była okej. NIE JEST OKEJ. Mówię STOP segregacji sanitarnej.

No Comments

    Leave a Reply